Logowanie
Nick:
Hasło:
| Zarejestruj się!

Gadanie na forum
Najnowsze artykuly
Ostatnio dodane pliki

Piosenka miłości - Rozdział VII

:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book

— Głos, proszę pani — oparła dziewczyna wdzięczna, że mama odjechała dawno temu. Ku jej radości pani Hale nie wydawała się zbyt zainteresowana rozmową. Spojrzała na zegarek.

— Twój ojciec spóźni się na umówionego golfa, jeśli się zaraz nie pożegnamy, kochanie — powie działa do Ditz.

Holly patrzyła, jak pani Hale musnęła liliowymi wargami błyszczące włosy córki.

— Wracamy do domu dopiero w przyszłym tygodniu, więc zadzwoń do Magdaleny, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.

Ditz skinęła głową.

— Dobrze, mamo.

Pani Hale wyszła, machając na do widzenia.

Ditz wzniosła oczy do góry.

— Nareszcie! Nie mogę się doczekać, by polecieć na dół sprawdzić, czy James już przyjechał.

— Kto to taki? — zapytała uprzejmie Holly.

— Niesamowity chłopak z klasycznej sekcji muzycznej — wyjaśniła współlokatorka. — Gra na wiolonczeli. Chodziłam z nim pod koniec zeszłego semestru i odwiedził mnie latem dwa razy w Outer Banks.

— To dziewczyny mogą chodzić na piętro chłopców? — zdziwiła się Holly. Ditz była lekko zaszokowana.

— Jasne — roześmiała się. — Jeśli chłopak, którego odwiedzasz, zostawiają otwarte drzwi, i nie wolno tam schodzić po dziesiątej — mrugnęła. — Nie martw się. Pokażę ci, gdzie się ukrywamy, żeby Janet, nasza internatowa mamusia, nie mogła nas znaleźć.

Zatem Ditz wyruszyła na poszukiwanie Jamesa, a Holly powoli rozpakowywała resztę swoich pudeł. Zastanawiając się, co z nimi zrobić po opróżnieniu, wyjrzała na korytarz, gdzie kręcił się jeden z pomocników. Zapytała, czy by się ich nie pozbył.

— Jasne, nie ma sprawy — odparł, odbierając je od niej.

Holly zastanawiała się, czy jest pierwszą uczennicą Hayerty, która pozbywa się pustego bagażu. Naprawdę nie chciała tego wiedzieć.

Zanim Ditz wróciła do pokoju, Holly rozłożyła koc i narzutę na łóżku, a swoje zdjęcie z mamą i Tylerem, zrobione na kościelnym pikniku, ustawiła na komódce.

— James jeszcze nie przyjechał — oznajmiła Ditz z naburmuszoną miną. — Hej, moja mama rozma wiała z doktorem McSpaddenem, są starymi przyjaciółmi, i powiedział, że to twój pierwszy semestr i że jesteś najmłodszą uczennicą w historii Hayerty, której przyznano pełne stypendium. Gratulacje! — zmrużyła oczy. — Więc ile masz lat?

— Czternaście. W grudniu kończę piętnaście.

— Ja mam piętnaście... i wierz mi, jestem dość stara, by wiedzieć, jak złamać wszystkie tutejsze regulaminy.

Wesoły nastrój Ditz udzielił się Holly. Współlokatorka wydawała się lekkoduchem, ale co z tego? Przynajmniej była miła. Ditz nosiła tenisową bransoletkę mieniąca się, Holly była tego pewna, diamentami. Kamienie lśniły szczególnie mocno na tle jej ciemnej opalenizny.

— Kto to taki? — zapytała Ditz, pokazując na zdjęcie.

— To moja mama i mój chłopak, Tyler. — Holly dopilnowała, by wybrać fotografię, na której zna mię Wandy było ukryte.

— Słodki. Jest muzykiem?

Holly zachichotała.

— Jedyny rodzaj muzyki, jaką wykonuje, to ta z wybrudzoną smarem szmatą i kluczem francuskim. Zajmuje się naprawą samochodów — dodała, widząc obojętne spojrzenie Ditz.

— Ha... brzmi seksownie.

Holly zarumieniła się.



Strona 2 z 3
« Poprzednia   1  2  3     Następna »