|
Portal mocny.com » Profil,
Forum,
Sponsoring,
Szukaj
• Informacje »
Banki,
Media,
Technologie,
Windows,
Sciaga
• Gry »
Gry Online,
Gry, SIMS, Stare Gry,
Street Legal, Counter
Strike, Diablo, Stalker
• Internet » Komunikatory,
Katalog,
Webmaster,
Software
• Rozrywka » Humor,
Hattrick,
CBS,
NBA,
Dzwonki
• Muzyka » Techno, Rock, Gitara,
Hip
Hop, Red
Hot Chili Peppers, Britney
Spears, Metallica • Hobby » Fantasy, Wladca Pierscieni, Free
Ride • Special » Hotele, Kartki,
Chuck Norris, Koszulki,
Harry
Potter, Ogloszenia
» linki sponsorowane:
Randki |
Website hosting reviews | Printer ink cartridges |
Apteka internetowa |
Samochody |
Księgarnia internetowa
|
Piosenka miłości - Rozdział VII
:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book
— Głos, proszę pani — oparła dziewczyna wdzięczna, że mama odjechała dawno temu. Ku jej radości pani Hale nie wydawała się zbyt zainteresowana rozmową. Spojrzała na zegarek.
— Twój ojciec spóźni się na umówionego golfa, jeśli się zaraz nie pożegnamy, kochanie — powie działa do Ditz.
Holly patrzyła, jak pani Hale musnęła liliowymi wargami błyszczące włosy córki.
— Wracamy do domu dopiero w przyszłym tygodniu, więc zadzwoń do Magdaleny, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.
Ditz skinęła głową.
— Dobrze, mamo.
Pani Hale wyszła, machając na do widzenia.
Ditz wzniosła oczy do góry.
— Nareszcie! Nie mogę się doczekać, by polecieć na dół sprawdzić, czy James już przyjechał.
— Kto to taki? — zapytała uprzejmie Holly.
— Niesamowity chłopak z klasycznej sekcji muzycznej — wyjaśniła współlokatorka. — Gra na wiolonczeli. Chodziłam z nim pod koniec zeszłego semestru i odwiedził mnie latem dwa razy w Outer Banks.
— To dziewczyny mogą chodzić na piętro chłopców? — zdziwiła się Holly. Ditz była lekko zaszokowana.
— Jasne — roześmiała się. — Jeśli chłopak, którego odwiedzasz, zostawiają otwarte drzwi, i nie wolno tam schodzić po dziesiątej — mrugnęła. — Nie martw się. Pokażę ci, gdzie się ukrywamy, żeby Janet, nasza internatowa mamusia, nie mogła nas znaleźć.
Zatem Ditz wyruszyła na poszukiwanie Jamesa, a Holly powoli rozpakowywała resztę swoich pudeł. Zastanawiając się, co z nimi zrobić po opróżnieniu, wyjrzała na korytarz, gdzie kręcił się jeden z pomocników. Zapytała, czy by się ich nie pozbył.
— Jasne, nie ma sprawy — odparł, odbierając je od niej.
Holly zastanawiała się, czy jest pierwszą uczennicą Hayerty, która pozbywa się pustego bagażu. Naprawdę nie chciała tego wiedzieć.
Zanim Ditz wróciła do pokoju, Holly rozłożyła koc i narzutę na łóżku, a swoje zdjęcie z mamą i Tylerem, zrobione na kościelnym pikniku, ustawiła na komódce.
— James jeszcze nie przyjechał — oznajmiła Ditz z naburmuszoną miną. — Hej, moja mama rozma wiała z doktorem McSpaddenem, są starymi przyjaciółmi, i powiedział, że to twój pierwszy semestr i że jesteś najmłodszą uczennicą w historii Hayerty, której przyznano pełne stypendium. Gratulacje! — zmrużyła oczy. — Więc ile masz lat?
— Czternaście. W grudniu kończę piętnaście.
— Ja mam piętnaście... i wierz mi, jestem dość stara, by wiedzieć, jak złamać wszystkie tutejsze regulaminy.
Wesoły nastrój Ditz udzielił się Holly. Współlokatorka wydawała się lekkoduchem, ale co z tego? Przynajmniej była miła. Ditz nosiła tenisową bransoletkę mieniąca się, Holly była tego pewna, diamentami. Kamienie lśniły szczególnie mocno na tle jej ciemnej opalenizny.
— Kto to taki? — zapytała Ditz, pokazując na zdjęcie.
— To moja mama i mój chłopak, Tyler. — Holly dopilnowała, by wybrać fotografię, na której zna mię Wandy było ukryte.
— Słodki. Jest muzykiem?
Holly zachichotała.
— Jedyny rodzaj muzyki, jaką wykonuje, to ta z wybrudzoną smarem szmatą i kluczem francuskim. Zajmuje się naprawą samochodów — dodała, widząc obojętne spojrzenie Ditz.
— Ha... brzmi seksownie.
Holly zarumieniła się.
| Strona 2 z 3 | ||
| « Poprzednia | 1 2 3 | Następna » |