Logowanie
Nick:
Hasło:
| Zarejestruj się!

Gadanie na forum
Najnowsze artykuly
Ostatnio dodane pliki

Piosenka miłości - Rozdział IV

:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book

— Nie rób tego — Holly wpadła w panikę. A jeśli przyłapią je kamery? Czy włączy się alarm?

Wzięła głęboki oddech, by się uspokoić.

— Dokąd mamy iść? — Jej szept odbił się echem w długim, pustym holu.

Mama pokazała tabliczkę, kierującą do biura doktora McSpaddena.

— Czy tu maszeruje jakiś oddział, czy my robimy taki hałas? — próbowała zażartować Wanda, słysząc, jak głucho rozbrzmiewają ich kroki. Holly próbowała się roześmiać, ale z jej ust wydobył się tylko pisk.

Biuro doktora McSpaddena składało się właściwie z dwóch pomieszczeń: w pierwszym urzędowała sekretarka, a w drugim on. Holly i jej mama weszły do pierwszego. Sekretarka, blondynka w kosztownym na pierwszy rzut oka kostiumie, wskazała im fotele, prosząc, aby usiadły.

— Powiadomię doktora McSpaddena, że panie przyjechały — oznajmiła z uprzejmym uśmiechem.

Dziewczyna zdołała uśmiechnąć się w odpowiedzi. Sekretarka weszła do gabinetu szefa, a Holly i mama usiadły i czekały dwadzieścia minut.

— Po co kazali nam przyjechać na dziesiątą, jeśli nie są przygotowani? — Dziewczyna czuła coraz większą złość. — To chyba niezbyt uprzejme? — Spodziewałaby się czegoś podobnego w liceum w Biscay, ale nie w Hayerty.

Mama wzruszyła ramionami.

— Z pewnością muszą rozmawiać z wieloma gość mi. Niedługo nas poproszą.

Biuro sekretarki wyglądało trochę jak z programu telewizyjnego. Ciężkie, imponujące meble

i półki z książkami od podłogi do sufitu. Ruchoma drabinka pozwalała bez trudu sięgać po książki z najwyższej półki. Holly zastanawiała się, kto miał tyle czasu, by przeczytać je wszystkie.

Może tacy ludzie jak ona, którzy czekali na umówione spotkanie.

— Doktor McSpadden prosi panie do siebie — oznajmiła sekretarka, wracając do pokoju i kierując je do następnego pomieszczenia.

Dyrektor Hayerty stał za biurkiem z gładkiego wiśniowego drewna. Na wykładanych drewnem ścianach gabinetu wisiały oprawione dyplomy. Z okna rozciągał się widok na rozległy trawnik. Z jakiegoś powodu Holly spodziewała się, że pojawi się Frank Shepherd, gospodarz „Godziny talentów z Hayerty”. Doktor McSpadden był o wiele mniejszy, niż się spodziewała, łysy i nosił szary garnitur z granatową muszką.

Był niski, nie oznaczało to jednak, że nie wywierał onieśmielającego wrażenia — pomyślcie tylko Napoleonie — ale Holly, patrząc w jego ciepłe, i oczy odgadła, że ma dobre serce.

— Witamy w Hayerty! Dzień dobry Holly, pani Loyell. Jak podróż? — zapytał, podając rękę najpierw jej, a potem mamie.

— Świetnie, dziękuję — odparła Holly, nie mogąc ustać w miejscu. OK. jedno pytanie z głowy, czeka jeszcze Z milion.

— Podróż samochodem była bardzo przyjemna — powiedziała Wanda. — Jesteśmy ogromnie wdzięczne — przez moment Holly wydawało się, że

doktora McSpaddena pada na znamię mamy, ale zachowywał się tak, jakby wszystko było w porządku.

— A zatem, co wiesz o Hayerty, Holly? — zapytał,; prosząc gestem, by usiadły.

— Wiem, że chciałabym się tu dostać — oparła zgodnie z prawdą. Mama roześmiała się nerwowo.

Na szczęście doktor McSpadden uśmiechnął się.

— Nawet rozumiem dlaczego. Zespól wykładowców w Hayerty tworzy ponad stu wielce szafowanych wykonawców, kompozytorów, dyrygentów, uczonych i nauczycieli — pochylił się nad biurkiem. — Jeden z instruktorów otrzymał nagrodę Pulitzera. Zdobywcy nagrody



Strona 4 z 6
« Poprzednia   1  2  3  4  5  6     Następna »