|
Portal mocny.com » Profil,
Forum,
Sponsoring,
Szukaj
• Informacje »
Banki,
Media,
Technologie,
Windows,
Sciaga
• Gry »
Gry Online,
Gry, SIMS, Stare Gry,
Street Legal, Counter
Strike, Diablo, Stalker
• Internet » Komunikatory,
Katalog,
Webmaster,
Software
• Rozrywka » Humor,
Hattrick,
CBS,
NBA,
Dzwonki
• Muzyka » Techno, Rock, Gitara,
Hip
Hop, Red
Hot Chili Peppers, Britney
Spears, Metallica • Hobby » Fantasy, Wladca Pierscieni, Free
Ride • Special » Hotele, Kartki,
Chuck Norris, Koszulki,
Harry
Potter, Ogloszenia
» linki sponsorowane:
Randki |
Website hosting reviews | Printer ink cartridges |
Apteka internetowa |
Samochody |
Księgarnia internetowa
|
Piosenka miłości - Rozdział IV
:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book
— Nie rób tego — Holly wpadła w panikę. A jeśli przyłapią je kamery? Czy włączy się alarm?
Wzięła głęboki oddech, by się uspokoić.
— Dokąd mamy iść? — Jej szept odbił się echem w długim, pustym holu.
Mama pokazała tabliczkę, kierującą do biura doktora McSpaddena.
— Czy tu maszeruje jakiś oddział, czy my robimy taki hałas? — próbowała zażartować Wanda, słysząc, jak głucho rozbrzmiewają ich kroki. Holly próbowała się roześmiać, ale z jej ust wydobył się tylko pisk.
Biuro doktora McSpaddena składało się właściwie z dwóch pomieszczeń: w pierwszym urzędowała sekretarka, a w drugim on. Holly i jej mama weszły do pierwszego. Sekretarka, blondynka w kosztownym na pierwszy rzut oka kostiumie, wskazała im fotele, prosząc, aby usiadły.
— Powiadomię doktora McSpaddena, że panie przyjechały — oznajmiła z uprzejmym uśmiechem.
Dziewczyna zdołała uśmiechnąć się w odpowiedzi. Sekretarka weszła do gabinetu szefa, a Holly i mama usiadły i czekały dwadzieścia minut.
— Po co kazali nam przyjechać na dziesiątą, jeśli nie są przygotowani? — Dziewczyna czuła coraz większą złość. — To chyba niezbyt uprzejme? — Spodziewałaby się czegoś podobnego w liceum w Biscay, ale nie w Hayerty.
Mama wzruszyła ramionami.
— Z pewnością muszą rozmawiać z wieloma gość mi. Niedługo nas poproszą.
Biuro sekretarki wyglądało trochę jak z programu telewizyjnego. Ciężkie, imponujące meble
i półki z książkami od podłogi do sufitu. Ruchoma drabinka pozwalała bez trudu sięgać po książki z najwyższej półki. Holly zastanawiała się, kto miał tyle czasu, by przeczytać je wszystkie.
Może tacy ludzie jak ona, którzy czekali na umówione spotkanie.
— Doktor McSpadden prosi panie do siebie — oznajmiła sekretarka, wracając do pokoju i kierując je do następnego pomieszczenia.
Dyrektor Hayerty stał za biurkiem z gładkiego wiśniowego drewna. Na wykładanych drewnem ścianach gabinetu wisiały oprawione dyplomy. Z okna rozciągał się widok na rozległy trawnik. Z jakiegoś powodu Holly spodziewała się, że pojawi się Frank Shepherd, gospodarz „Godziny talentów z Hayerty”. Doktor McSpadden był o wiele mniejszy, niż się spodziewała, łysy i nosił szary garnitur z granatową muszką.
Był niski, nie oznaczało to jednak, że nie wywierał onieśmielającego wrażenia — pomyślcie tylko Napoleonie — ale Holly, patrząc w jego ciepłe, i oczy odgadła, że ma dobre serce.
— Witamy w Hayerty! Dzień dobry Holly, pani Loyell. Jak podróż? — zapytał, podając rękę najpierw jej, a potem mamie.
— Świetnie, dziękuję — odparła Holly, nie mogąc ustać w miejscu. OK. jedno pytanie z głowy, czeka jeszcze Z milion.
— Podróż samochodem była bardzo przyjemna — powiedziała Wanda. — Jesteśmy ogromnie wdzięczne — przez moment Holly wydawało się, że
doktora McSpaddena pada na znamię mamy, ale zachowywał się tak, jakby wszystko było w porządku.
— A zatem, co wiesz o Hayerty, Holly? — zapytał,; prosząc gestem, by usiadły.
— Wiem, że chciałabym się tu dostać — oparła zgodnie z prawdą. Mama roześmiała się nerwowo.
Na szczęście doktor McSpadden uśmiechnął się.
— Nawet rozumiem dlaczego. Zespól wykładowców w Hayerty tworzy ponad stu wielce szafowanych wykonawców, kompozytorów, dyrygentów, uczonych i nauczycieli — pochylił się nad biurkiem. — Jeden z instruktorów otrzymał nagrodę Pulitzera. Zdobywcy nagrody
| Strona 4 z 6 | ||
| « Poprzednia | 1 2 3 4 5 6 | Następna » |