Logowanie
Nick:
Hasło:
| Zarejestruj się!

Gadanie na forum
Najnowsze artykuly
Ostatnio dodane pliki

Piosenka miłości - Rozdział IV

:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book

— Magnolie z Georgii zasadzono tu wiele lat te mu jako młode drzewka — objaśnił kierowca, kiedy jechali drogą obsadzoną gigantycznymi drzewami.

— Jak tu musi być pięknie i pachnąco wiosną

westchnęła Wanda z tęsknotą w głosie.

W lusterku wstecznym było widać, że kierowca się uśmiechnął.

— Miejmy nadzieję, że młoda dama zostanie uczennicą w Hayert więc będziecie panie mogły to sprawdzić.

Holly rzuciła mu wdzięczny uśmiech.

— Ja też mam taką nadzieję.

Za drzewami, po obu stronach drogi, trawniki były grube jak dywany. Równo przystrzyżona tra wa rozciągała się daleko, jak okiem sięgnąć. Żaden chwast nie śmiał pokazywać swojej żarłocznej paszczy w Hayert

— Chyba manipulują każde źdźbło trawy z osobna — wymamrotała Wanda zdumiona.

Tuż przed nimi, na łagodnym wzniesieniu poj awit się gigantyczny biały gmach. Droga wiła się pod „górę i budynek niespodziewanie wyłonił się. Potężne lśniące w słońcu białe kolumny ociemniały majestatyczny taras. Wokół wejścia ustawiono głębokie skrzynki pełne maków i pelargonii. Podwójne drzwi, chyba na dziesięć stóp wysokie, pro wadziły do holu i wydawały się małe w porównaniu i drugim holem, sięgającym na wysokość co najmniej pierwszego piętra. Holly była pewna, że w życiu nie widziała czegoś równie pięknego, jak ten zapierający dech w piersiach budynek, w którym mieściła się Szkoła Muzyczna Artystów Scenicznych.

Gdy wysiadła z samochodu, poczuła się niczym Rose, która pierwszy raz zobaczyła Titanic. Ten piękny gmach — i to, co sobą reprezentował — czekały na zdobycie, jeśli tylko jej się to uda.

— Proszę do środka — powiedział kierowca, wskazując na podwójne drzwi. — Czekają na panie.

— Ale odwiezie nas pan z powrotem do domu, prawda? — upewniła się Wanda na swój matczyny sposób.

Przytaknął.

— Zadzwonią do mnie na komórkę, kiedy będzie po wszystkim.

— Na komórkę — powtórzyła Wanda, jakby telefony komórkowe i wynajęte samochody stanowiły część ich codziennego życia.

Było prawie pusto. Kilku mężczyzn pracowało w ogrodzie, a młoda kobieta taszczyła wiolonczelę przez trawnik.

Hoiły chwyciła mamę za rękę i ruszyły. Buty dziewczyny stukały jak podkute buciory, gdy wchodziły po schodach na lśniący drewniany taras, a kiedy pchnęły podwójne drzwi, te zaskrzypiały tak głośno, że Holly zlękła się, czy oddział antyterrorystyczny nie zrobi zaraz nalotu, aby ją wraz z mamą wyeksmitować.

Ale nie było żadnych komandosów. Tylko przyjemny chłód klimatyzacji.

Holly i Wanda stanęły niepewnie w olbrzymiej rotundzie z korytarzami biegnącymi we wszystkich kierunkach. Na ścianach wisiały portrety słynnych absolwentów Hayerty. Byli to śpiewacy operowi, członkowie orkiestr symfonicznych, popularne gwiazdy piosenki i parę osób, które Holly rozpoznała z ceremonii rozdania nagród Grammy.

Sufit ozdobiono uśmiechniętymi cherubinami, chmurkami i strzałami. Pod sufitem wymalowano kwieciście słowa: SŁUSZNIE MÓWIĄ, ŻE MUZY KA JEST MOWĄ ANIOŁÓW - THOMAS CARLYLE.

Marmurowa posadzka była tak wypolerowana, ze zerkając w dół, Holly mogła zobaczyć swoje od bicie.

— Doprowadzenie podłogi do takiego stanu na pewno wymagało wielu godzin pracy — stwierdziła Wanda, przebiegając palcami po mahoniowym oparciu krzesła.

 



Strona 3 z 6
« Poprzednia   1  2  3  4  5  6     Następna »