|
Portal mocny.com » Profil,
Forum,
Sponsoring,
Szukaj
• Informacje »
Banki,
Media,
Technologie,
Windows,
Sciaga
• Gry »
Gry Online,
Gry, SIMS, Stare Gry,
Street Legal, Counter
Strike, Diablo, Stalker
• Internet » Komunikatory,
Katalog,
Webmaster,
Software
• Rozrywka » Humor,
Hattrick,
CBS,
NBA,
Dzwonki
• Muzyka » Techno, Rock, Gitara,
Hip
Hop, Red
Hot Chili Peppers, Britney
Spears, Metallica • Hobby » Fantasy, Wladca Pierscieni, Free
Ride • Special » Hotele, Kartki,
Chuck Norris, Koszulki,
Harry
Potter, Ogloszenia
» linki sponsorowane:
Randki |
Website hosting reviews | Printer ink cartridges |
Apteka internetowa |
Samochody |
Księgarnia internetowa
|
Piosenka miłości - Rozdział III
:: Dodal: Kris :: Kategoria: e-Book
Wielkie chwile zdarzają się w najzwyklejszy. dzień w Biscay w stanie Missisipi. Tak jak na przy kład dwudziestego czwartego czerwca, w dniu, który Hoiły i Annabel spędziły na robieniu sobie nawzajem manikiuru, zabawie z Fifi i jej wciąż bezpańskim szczeniaczkiem w salonie „Magiczne Nożyce”, na przejażdżce rowerowej na największe wzgórze po tej stronie Natchez i szybkim lunchu z Tylerem i Joe w warsztacie (kanapki bolońskie, gruszki, chipsy i świeża lemoniada).
— Jestem w domu mamo — krzyknęła Holly tego popołudnia, tak jak zawsze. To był ich prywatny dowcip. Dom był niewiele większy od pudełka na )tlty, więc trudno było ją przeoczyć.
Zazwyczaj mama odzywała się z pokoju, w którym szyła, przekrzykując stukot maszyny albo syk I)I Ale dzisiaj w domu panowała cisza. I Iolly poczuła w żołądku dziwny niepokój. Otrząs i się z niego.
— Czy twoja mama mokłaby mi skrócić tę su kienkę, którą kupiłam na wyprzedaży u Viyi? — An Ikibel, zamykając za sobą kuchenne drzwi, wymie „iita nazwę jedynego sklepu w Biscay, gdzie kobiece stroje nie wyglądały jakby zaprojektowano je w latach pięćdziesiątych. — Myślałam, że założę...
Holly przerwała jej. Wanda siedziała przy kuchennym stole z pustą szklanką po mrożonej her- kicie przed sobą i ręką zaciśniętą na słuchawce bezprzewodowego telefonu. Klimatyzacja pracowała pełną parą. Twarz mamy była blada.
- Jesteś w domu! — krzyknęła Wanda, podskakując
k gwałtownie, że przewróciła krzesło. Telefon potoczył się ze stukiem po linoleum. — Och, Holly Faye!
— Co? Co się stało? — Holly poczuła suchość w ustach. Spojrzała z niepokojem na Annabel. — Lily z Juanitą i Ruby wszystko w porządku? — myśli jej szybowały. — Czy to wujek Jake? Wiem, że te bóle w piersiach...
Ku jej zdziwieniu mama zaczęła się śmiać.
— Juanita i Ruby mają się dobrze, a wujek Jake miewa te bóle w piersiach, bo za bardzo się objada żeberkami i kiszoną kapustą cioci Sal.
Holly patrzyła z konsternacją, jak śmiech mamy przechodzi w płacz. Ale wyglądało na to, że były to łzy szczęścia, jeśli miało to jakiś sens.
— Powiedz mi więc — wybuchła w panice. — Co...?
— Chcą cię! Ciebie, kochanie. Wiedziałam. Wie działam, że któregoś dnia to się stanie! Marzenia naprawdę się spełniają.
— Oni? Masz na myśli, pracę opiekunki do dzieci z tego ogłoszenia w gazecie? — zapytała Holly zde zorientowana. Była za młoda, by pracować, ale miała nadzieję, że...
Matka wzięła ją delikatnie za ramiona.
— Nie, Holly.
— Więc...
Migdałowe oczy Wandy lśniły z nadmiaru emocji.
— Dyrektor Szkoły Muzycznej Hayerty zadzwonił tu wcześniej. Zapraszają cię na przesłuchanie. Mają wolne miejsce w jesiennym semestrze.
Annabel gwałtownie wciągnęła powietrze.
Dotychczas ściśnięte gardło Holly rozluźniło się i dziewczyna mruganiem powstrzymała napływa jące łzy.
— Ale ja... ja...? Ja? Jak to ...
— Tak, ty — mama objęła ją mocno ramionami i uścisnęła ze wszystkich sił. — Za cztery dni masz przesłuchanie. W Hayerty.
— Jesteś najpodlejszym, najwredniejszym prosięciem, jakie znam.
— Więc może mnie za to pocałujesz?
Holly roześmiała się i szturchnęła Tylera w ramię, tak że rozlał mrożoną herbatę na dywan, a rozgorączkowana Juanita pobiegła do kuchni po gąbkę.
Maleńki dom pań Loyell pękał w szwach od przyjaciół i sąsiadów, którzy wpadli pogratulować Holly. W Biscay wieści szybko się rozchodzą — zwłaszcza dobre wieści, takie jak te, które one otrzymały.
Mam przesłuchanie w Hayerty! — powtarzała w myślach Holly, szczypiąc się, by się upewnić, że to najprawdziwsza prawda.
— Możesz przestać się szczypać — Annabel zmaterializowała się tuż przy jej łokciu. — Brawo, dziewczyno! — potem zniżyła głos. — Przyszedł Billy Franklin. Zaraz... umrę.... — wzięła głęboki oddech, potem odeszła, burząc włosy.
— Nadal nie mogę uwierzyć, że nagrałeś mój śpiew, nie mówiąc już o tym, że wysłałeś to do Hayerty — Holly gapiła się na Tylera, próbując wzbudzić w nim poczucie winy. Ale nie udało się. Po prostu uśmiechał się do niej.
— Hej, ktoś musiał to zrobić — ujął ją pod brodę. — Wiedziałem, że im się spodobasz. Ci ważniacy z Hayerty pewnie robili w majtki, gdy słyszeli, jak wyśpiewujesz „Working on the Building”.
Po wielu szturchnięciach Tyler wyznał, że nagrał Holly tamtego dnia w kościele, kiedy czuła się tak dobrze, taka wolna. Udało mu się także nagrać jej śpiew, kiedy myślała, że jest sama... — melodię z broadwayowskiego przedstawienia, parę przebojów z listy Top 40 i piosenkę Barbry Streisand, któ rą lubiła Wanda.
Gwar przycichł. Wanda walnęła w telewizor i za grzmiał głos Franka Shepherda.
— Na żywo z Hayerty, Szkoły Muzycznej Artystów Scenicznych w Hattiesburgu, w stanie Missi ipi „Godzina talentów z Hayerty”, godzinny recital, w którym przedstawiamy najlepszych młodych muzyków z najlepszej szkoły muzycznej na Polu dniu. A więc... zaczynajmy!
Goście umilkli i Holly przeniknął dreszcz. Czy zaledwie tydzień temu, razem z mamą, Juanitą
i Ruby siedziały tutaj, śmiejąc się i podziwiając uczniów? A teraz ona będzie miała szansę zostania jednym z nich.